Namaste

Siedzimy na dachu „Rogu jaka” na Thamelu, dzielnicy Katmandu – stolicy Nepalu. To mekka turystów i różnej narodowości trekkerów, wyruszających stąd w Himalaje. Na horyzoncie widnieje szczyt Nagarjun, a mural w lokalu upamiętnia Pasang Lamu, pierwszą kobietę z ludu Szerpów, która zdobyła Mount Everest, ponosząc tam śmierć w kwietniu 1993 r.



Jeszcze 50 lat temu na Thamelu niewiele się działo. Zmiany przyszły wraz z pokoleniem dzieci kwiatów, dla którego Nepal stał się ziemią obiecaną. Zgłodniałych duchowości przybyszów przyciągał magnetyzm Wschodu, aura buddyjskich modlitewnych młynów i woń kadzideł wypełniająca stolicę. Ten klimat czuć tutaj do dziś. Przystrojone kolorowymi chorągiewkami labirynty wąskich uliczek tętnią życiem, a setki sprzedawców lokalnych pamiątek zapraszają, oferując „najlepszą cenę”. – Wcześniej tu były pustki. Teraz to całkiem inne miasto. A NEPAL to znaczy Never Ending Peace And Love (niekończący się pokój i miłość) – żartuje Sujan, wprowadzając w kulturę kraju, architekturę i w mariaż współczesności z wciąż żywymi tu wierzeniami z barwnej hinduistycznej mitologii.


Sujan pochodzi z kasty braminów. Przyznaje, że jest hinduistą „otwartym”. O religii, podobieństwach, różnicach i napięciach rozmawiamy swobodnie. A także o tradycjach, obrzędach, zwyczajach, tutejszej ostrej kuchni i zakazie spożywania wołowiny, czosnku oraz cebuli. Jako urodzony w wysokiej kaście, mógłby zostać bhatt, czyli kapłanem. – Są różne rodzaje kapłanów, na przykład domowi. To jak zawód. Religijność na ulicach Katmandu jest czymś naturalnym, wyrażają ją zachowania i gesty pobożności. Podobnie jak w Europie wokół przydrożnych kapliczek. Mężczyźni i kobiety zatrzymują się przy licznych w mieście miejscach kultu, kłaniają się, palą kadzidła, umieszczają na czołach czerwoną tikkę (znak przynależności do rodzimej tradycji i systemu wierzeń). Czy rzeczywiście wierzą w „Pana Zastępów” Ganesię z głową słonia, którego figurki wożą w samochodach jak katolicy św. Krzysztofa, albo w szesnastoręką Durgę, walczącą z demonami, czczoną podczas 15-dniowego, najważniejszego w kraju festiwalu Dashain? I jak pojmują Wisznu, zamkniętego w drzewie, któremu składają ofiary z żółtych i czerwonych płatków kwiatów na wzgórzu Baniyatar Jalpa Chowk, niedaleko domu Sujana? – Nieważne, w co wierzysz w sercu, ważne, że spełniasz rytuał – wówczas jesteś hinduistą – wyjaśnia spotkany w dawnej stolicy Bhaktapur pastor Chandra Shrestha, wcześniej wyznawca hinduizmu. – Ludzie w tym wyrastają, naturalna jest dla nich tak duża liczba bóstw i bogiń. Nam trudno to pojąć – komentuje o. George, hinduski jezuita z Katmandu.


Całość na https://www.gosc.pl/doc/4826665.Namaste


Prelekcje

Spotkana

  • Afryka Wschodnia

  • ludzie i historia

  • kultura i obrzędy

  • pasja, misje, pomac

  • Instagram Social Icon

Blisko godzinna gawęda o afrykańskich doświadczeniach uświadomiła słuchaczom głęboką wiedzę oraz nieskrywane uczucia dla Czarnego Kontynentu śląskiego reportera.

 

Błażyca jako religioznawca penetruje historię oraz duchową stronę życia dzisiejszej Afryki.

 

Jego fotoreportaże są gorącym zapisem zwykłego życia, pełnego kontrastów i niespodzianek.

Marek Rapnicki;

Raciborskie Centrum Kultury

This site was designed with the
.com
website builder. Create your website today.
Start Now