Dzikie mangowce

– To historia dzieci tułaczy z największego polskiego osiedla w Indiach, Valivade--Kolhapur, gdzie w latach 1943–1948 mieszkało 5 tys. ludzi ­­– mówi Andrzej Jan Chendyński.




Byliśmy wygnańcami, deportowanymi z Kresów Wschodnich. Ja jestem lwowiakiem. Ojciec był oficerem w pierwszych Legionach Piłsudskiego. Ożenił się i zamieszkali z mamą we Lwowie. Kiedy wybuchła II wojna światowa, ojca zmobilizowali. Poszedł na front. Mamę i mnie z braćmi Ziukiem i Michałem 13 kwietnia 1940 r. NKWD wywiozło na Sybir.


Miałem 3 lata, kiedy nas wywozili. Wspomnienia ze Lwowa są nikłe. Bomba i błysk. Okiennica spadła i przygniotła mi rękę. Podróży na Sybir nie pamiętam. Nie pamiętam nawet, jak zmarł mój starszy brat Ziuk na początku 1942 r. Potem w kwietniu zmarła mama. To było w Kattakurganie w Uzbekistanie. Tam pojechała z Semipałatyńska, na wieść o organizującej się armii gen. Andersa. Wielu Polaków tam jechało, licząc na polepszenie doli. Po śmierci mamy mnie i młodszego brata Michała wzięto do sierocińca. Wiecznie płakaliśmy. Odwiedzała nas niania ze Lwowa. Któregoś dnia wpadliśmy na pomysł, że uciekniemy do tej niani. Pamiętam drogę, morwy z dwóch stron. Na drzewie siedział polski żołnierz. Ominęliśmy go, ale w uzbeckiej wiosce napadnięto na nas, więc wróciliśmy do tego żołnierza. Dostaliśmy czekoladę i odesłali nas do sierocińca.


W 1942 r. około 70 tys. żołnierzy armii Andersa zostało ewakuowanych z ZSRR do Persji (Iranu). Generał zdołał przekonać Anglików, aby zabrać też ludność cywilną. Anglicy początkowo byli niechętni, bo chodziło o ponad 40 tys. cywili, ale w końcu wyrazili zgodę. Dobrze to zorganizowali. Wtedy z sierocińców zabierano tylko zdrowe dzieci. Mój brat Michał akurat zachorował na dyzenterię. Mnie drogą lądową przetransportowano do Meszhedu, gdzie się rozchorowałem. Pamiętam, że byłem w takiej willi, a za płotem maszerowało polskie wojsko. Potem nas, dzieci, przetransportowano do Teheranu. Były cztery obozy tymczasowe i jeden w Isfahanie. Tam dowiedziałem się, że niania zabrała Michała. Płynęli z Krasnowocka do Pahlewi. Zmarł na Morzu Kaspijskim. Dowiedziałem się, że jestem sam.


Całość na: https://www.gosc.pl/doc/4650225.Dzikie-mangowce

Prelekcje

Spotkana

  • Afryka Wschodnia

  • ludzie i historia

  • kultura i obrzędy

  • pasja, misje, pomac

  • Instagram Social Icon

Blisko godzinna gawęda o afrykańskich doświadczeniach uświadomiła słuchaczom głęboką wiedzę oraz nieskrywane uczucia dla Czarnego Kontynentu śląskiego reportera.

 

Błażyca jako religioznawca penetruje historię oraz duchową stronę życia dzisiejszej Afryki.

 

Jego fotoreportaże są gorącym zapisem zwykłego życia, pełnego kontrastów i niespodzianek.

Marek Rapnicki;

Raciborskie Centrum Kultury

This site was designed with the
.com
website builder. Create your website today.
Start Now